KTO DAJE NEGATYWNY PRZYKŁAD W KRAKOWIE?


ADWOKAT ANGELIKA MAZUR - KUBOWICZ

 ORA KRAKÓW

A. ADWOKAT ANGELIKA MAZUR-KUBOWICZ

Biorąc pod uwagę przebieg postępowania przeprowadzonego w Krakowie, mój wybór adwokata nie był trafny. Słysząc wiele o rzekomej rzetelności, wiedzy i doświadczeniu, zadzwoniłam do adw. Jerzego Mazura z Krakowa. Pan adw. z uwagi na natłok obowiązków polecił mi swoją córkę, adw. Angelikę Mazur - Kubowicz (prowadzą jedną kancelarię w Krakowie, ul. Przy Rondzie). Pani Mazur - Kubowicz owszem, wygrała kilka spraw, tak by końcowo doprowadzić do ich przegranych.
Czego wynikiem była wygrana? Podpisaniem się pod wcześniej przygotowanymi przeze mnie i wysłanymi pismami. Niestety.

Z perspektywy czasu mogę napisać jakie błędy popełniłam:
1. Zapłacenie honorarium w całości przed rozpoczęciem pracy adwokata (do dnia dzisiejszego nie otrzymałam potwierdzeń wpłat, brak podpisania umowy z adwokatem - ! bardzo ważne). Pani Mazur brała pieniądze do ręki, wydając jedynie pokwitowanie na zawrotną kwotę 1.000 zł., pobrała prawie kilkanaście tys. zł.
2. Poświęcanie czasu i pisanie pism, pod którymi podpisywała się Pani adwokat, a nie żądanie poprawy lakonicznych dokumentów.
3. Brak żądania zwrotu wpłaconych pieniędzy (chociaż mam duże wątpliwości, czy byłoby to skuteczne żądanie), brak rezygnacji z usług Pani Mecenas. Moja naiwna wiara w jej zaangażowanie, umiejętności i wiedzę, mimo ich braku już na samym początku współpracy, co mogę ocenić rzetelnie dopiero z perspektywy kilku lat.

Po zapłaceniu honorarium, studiując równocześnie (przez rok czasu) na dwóch wymagających kierunkach studiów niestacjonarnych i studiując równocześnie w dwóch miastach w Polsce, co wiązało się z licznymi podróżami, chcąc wygrać trwające spory prawne musiałam poświęcić czas na pisanie pism dla Pani adwokat, która bez żadnych problemów się pod nimi podpisywała. Jaki był skutek? Wygrana.

Przegrana nastąpiła wtedy, kiedy Pani Mazur zaczęła podpisywać się pod swoimi pismami (co można zaobserwować w umieszczonych skanach) lub kiedy ja podpisałam się pod jej pismem. Niestety.

Kiedy na spotkaniu usłyszałam, że Pani adw. nie wie co zrobić, ponieważ nie była w stanie konkretnie odpowiedzieć na zadane pytanie, a co potwierdziło się w niezwykle lakonicznych pismach (bez podania podstaw prawnych – konkretnych artykułów, uzasadnienia ich na podstawie judykatury, końcowo wskazania stanu faktycznego na poparcie podanych wyżej faktów i żądań), po ich przeczytaniu zostałam zmuszona do napisania pism w moich własnych postępowaniach i „zaproponowania” ich adwokatowi, na co Pani Mazur od razu przystała, nie zmieniając ich treści, a jedynie podpisując się pod nimi i wysyłając, co skutkowało moją wygraną. Ponadto, nie wyobrażam sobie angażu osoby dotkniętej przestępstwem stalkingu do występowania w swoich, prywatnych sprawach, co jest jeszcze większą traumą, ponieważ dochodzi do wielokrotnego przeżywania emocji i relacjonowania zdarzeń, o czym szczegółowo pisałam m.in. w pismach do Rzecznika Praw Obywatelskich (skany w dziale RPO). W tym aspekcie zaufałam Pani Mecenas. W efekcie otrzymałam brak informacji, brak zaangażowania, brak rzetelnej wiedzy i umiejętności, brak jakiegokolwiek wsparcia. Po przegraniu wszystkich spraw (na posiedzeniach nie było mowy o zdecydowanym i konsekwentnym adwokacie, Pani Mecenas nie reagowała na błędy Prokuratury i Policji, co widać w napisanych przez Panią Mazur zażaleniach i podczas zeznań na komisariacie policji) otrzymałam odpowiedź, iż nic więcej nie da się zrobić. Po stracie kilku/kilkunastu tys. zł., traumie, nerwach, kiedy groźby i próby zastraszania nie ustępują, a powodują coraz to większe konsekwencje - można się dowiedzieć od adw., że to koniec sprawy i nic się nie da zrobić. Więc, co się da zrobić? Usiąść pod blokiem i czekać na spełnienie gróźb? Co kolejny raz potwierdza brak zaangażowania i wiedzy Pani adwokat.


Jak wygląda sytuacja? Osoba dotknięta przestępstwem stalkingu, zastraszana, otrzymująca masę gróźb, po zapłaceniu niemalże kilkunastu tys. zł, traumatycznych zeznaniach na komisariacie policji, gdzie "odbija się od ściany", a policja z góry ma założony brak działań - dowiaduje się, że niestety, nic nie da się zrobić, bo postanowienie sądu rejonowego jest (wg. Pani Mazur) ostateczne i zamyka drogę do jakichkolwiek innych czynności. Cóż, teraz jedynie pozostaje czekać na spełnienie gróźb śmierci, a wcześniej dalsze poniżanie, ośmieszanie, zniszczenie reputacji, co powoduje szereg negatywnych konsekwencji i problemów, szczególnie w życiu młodej osoby. 

 

Wobec powyższego musiałam ponownie, sama zwrócić się z wnioskiem do Prokuratury Krajowej i poprowadzić to postępowanie samodzielnie, czego efektem były wszystkie wznowienia prawomocnie utrzymanych decyzji policjantów i prokuratorów przez sądy rejonowe.


Skala błędów merytorycznych, prawnych popełnionych przez Pełnomocnika jest bardzo duża i szokująca (zaczynając od podstawowych, takich jak np. brak reakcji na bezczynność organów, brak wystąpienia z wnioskami o przyznanie podstawowych praw pokrzywdzonemu, brak nadania statusu pokrzywdzonego itd.) - co należy wiązać z przestępcami, którzy pojawili się w Krakowie, a o których Mazur-Kubowicz już wtedy wiedziała. Pytanie tylko skąd? Od SSO Mazura i Sołtysińskiej? Skala niekompetencji jest porażająca, co mogę ocenić dopiero z perspektywy czasu (kilku lat), zdobytego wykształcenia i doskonalenia własnych umiejętności oraz własnej praktyki.


Przykład wiadomości mailowej wysłanej z projektem pisma dla adwokata.

Dotyczyła ona powoływania się przez Jacka Sapę z UJ na ustne informacje uzyskane z CM UMK w Bydgoszczy, czego potwierdzeniem są nagrania rozmów, w których udział brał Jacek Sapa, z których stenogramy spisała Kancelaria Adwokacka, a które skasowała policja.  Prokuratura w Krakowie (Jarosław Brożek) nie odniosła się w żadnym stopniu do złożonych wniosków o ściganie itp. Pan Sapa m.in. wyznaczył różnice programowe (z różnych lat studiów), nie wyraził zgody na zmianę grupy ćwiczeń w sytuacji odbywania zajęć w tym samym czasie, w te same dni. Kazał powtarzać zajęcia - tylko nie wiadomo kiedy miały być powtarzane (przy zmianie grupy - płacić kolejny raz za już opłacone przedmioty i wyznaczone różnice, tym razem w podwyższonej stawce, jak za powtarzanie (!) i wiele innych absurdalnych twierdzeń, niemających odzwierciedlenia w prawie/regulaminach/statutach/logicznym myśleniu). Potem usuwał przedmiotowe decyzje i pisał w kolejnych pimach, że nie będzie ich w akatach studenta (jednak stanowią one materiał dowodowy przeciwko Jackowi Sapie, mimo, iż Sapa usunął/wyrzucił je z akt, to zostały one dostarczone do mnie i do Pełnomocnika).